Inseminacja

Kaśka zadzwoniła do mnie wczoraj zapłakana i poprosiła o spotkanie. Zdziwiłam się, bo moja przyjaciółka nigdy zbyt wylewnie nie okazywała swoich emocji, a tu ten szloch w słuchawce… Kiedy dzwoniła, byłam akurat w biurze i nie mogłam się skoncentrować na tym, co mówiła, ale dotarły do mnie jakieś pojedyncze wyrażenia, których nie rozumiałam, takie jak: inseminacja czy ivf. Wspomniała też coś o wizycie w jakiejś klinice. Pomyślałam, że może Kaśka zrobiła sobie tą operację plastyczną, którą planowała, i coś poszło nie tak… Ale jaki związek może mieć korekta nosa z metodą in vitro? Nagle do mnie dotarło, o czym mówiła moja przyjaciółka. Chodziło jej o ciążę, a nie o operację nosa! Spotkałyśmy się jeszcze tego samego dnia. Kasia wyglądała fatalnie - podkrążone oczy, zmierzwione włosy, smutna mina i broszura o in vitro pod pachą. Potwierdziła moje podejrzenia i opowiedziała o wizycie w klinice leczenia bezpłodności. Lekarze stwierdzili, że Kasia cierpi na zespół policystycznych jajników, co utrudnia lub wręcz uniemożliwia naturalne zajście w ciążę. W dodatku plemniki jej męża, Adama, są mało ruchliwe i w związku z tym specjaliści zaproponowali im kilka metod leczenia. Jedna z nich to inseminacja, czyli opcja tańsza niż na przykład in vitro (czyli w skrócie ivf). Podobno w wielu przypadkach już jeden taki zabieg umożliwia zajście w ciążę. Dodatkowo trzeba brać specjalne hormony, których Kaśka tak bardzo chciała uniknąć. Mimo to zdecydowała się już na termin zabiegu, bo inseminacja (według lekarzy) była w ich przypadku najlepszym wyjściem. Nie pamiętam już tych pozostałych możliwości, jakie zaoferowali im specjaliści z kliniki, ale chyba było wśród nich także ivf. Niestety na to leczenie trzeba już wydać naprawdę spore pieniądze, a Kasia i Adam właśnie kończą budowę domu i brakuje im wolnych funduszy. Ostatecznie okazało się, że wcale ni jest tak źle i Kasia po prostu musiała się komuś wypłakać na ramię i wyżalić. Dlatego zadzwoniła do mnie, bo przecież od tego właśnie są przyjaciele.

Dodaj komentarz